Malwina Dmowska

Warszawa

Wiek: 31 lat

Wzrost: 175 cm

PRZED
PLAN TRENINGÓW:

minus5Kg
Historia Malwiny różni się od tych, które dotychczas opisywaliśmy. Bo nie chodzi w niej tylko o odchudzanie. Pokazuje, że z pomocą ruchu i diety można zyskać dużo więcej – wygrać życie. 

SHAPE: Kiedy sport na stałe zagościł w twoim życiu?

M. D.: Na początku liceum. Wtedy dowiedziałam się, że lubię biegać, a chwilę później – że jestem w tym dobra. Trenowałam w klubie lekkoatletycznym. Ścigałam się w biegach przełajowych. Potem jako jedna z pierwszych dziewczyn w Warszawie, a tym samym i w Polsce, zdobyłam uprawnienia instruktora sportu w kulturystyce. Zostałam trenerem personalnym prawie dekadę temu, zanim jeszcze stało się to modne.

Zachorowałaś 2 lata temu?

Był grudzień, rozwijałam swoją firmę, planowałam ślub, robiłam to, co kocham, czyli pracowałam jako trener. Tuż po Wigilii wyczułam guz nad lewym obojczykiem. Od tamtej pory wszystko pamiętam dość mgliście: niekończące się badania USG, operacja wycięcia węzła chłonnego, sylwester na sali pooperacyjnej... I diagnoza: nowotwór złośliwy w ostatnim stadium rozwoju. Sztangę i kettle zamieniłam na stojak z kroplówkami i szpitalne łóżko. Przez pół roku chemia leciała prawie bez przerwy. „Bardzo toksyczne leczenie”, grzmieli lekarze, ale było też „pani sprawny organizm da radę, on (chłoniak Hodgkina) – nie”. 

Jak leczenie wpłynęło na twój organizm?

Moje sprawne i wyrzeźbione ciało wyglądało jak krajobraz po bitwie. Garbate plecy po leżeniu tygodniami w łóżku, otłuszczony od ogromnych ilości sterydów brzuch, wiotkie i słabe uda i ramiona. Zadyszka, gdy próbowałam dojść do łazienki. Wszystko to, na co pracowałam latami, umarło. Ale ja żyłam.

Byłaś słaba, ale walczyłaś, by wrócić do formy. W jaki sposób?

W pierwszej kolejności skupiłam się na zmianie sposobu żywienia. Ten obecny różni się od tego sprzed choroby. Mocniej koncentruję się na tym, co jest dobre dla mojego ciała i co sprzyja jego regeneracji, a nie jedynie na tym, co zapewni mi szczupłą figurę. Wybieram produkty dobrej jakości i pilnuję, aby wypijać przynajmniej 2 litry niegazowanej wody mineralnej dziennie. Zupełnie odstawiłam pieczywo i nabiał. Moje śniadania są zazwyczaj białkowo-tłuszczowe, a w ramach kolacji sięgam po nieprzetworzone węglowodany. Staram się jeść 4 posiłki dziennie mniej więcej co 4 godziny. W moim jadłospisie przeważają ryby, jaja, owoce morza, dobrej jakości wołowina, warzywa, kasze jaglana i gryczana, ziemniaki, owoce sezonowe. Smażę na maśle klarowanym i oleju kokosowym, a na zimno jem olej lniany i oliwę z oliwek.

A co z ruchem?

Podejmowałam kilka prób, ale za każdym razem okupione były one znacznym, niebezpiecznym spadkiem komórek odpornościowych. W końcu poprosiłam o pomoc moich współpracowników, z którymi prowadzę własną firmę MIND YOUR BODY. Formuła treningów funkcjonalnych z elementami fizjoterapii sprawdza się świetnie. Plecy się prostują, klatka piersiowa otwiera, mięśnie głębokie przypominają sobie o swoim istnieniu. Uda i ramiona zaczynają powoli nabierać kształtów. Obecnie trenuję tak dwa razy w tygodniu. Tylko taki wysiłek pozwala mi na zachowanie przyzwoitych parametrów krwi. Proces powrotu do formy jest zatem dość powolny.

Ale udało ci się odzyskać figurę.

Nie mam poczucia, że akurat odchudzanie było moim największym osiągnięciem. W trenerskim kanonie sylwetki można powiedzieć, że nadal się tej nadwagi nie pozbyłam, bo mojemu brzuchowi wciąż daleko do sześciopaka. Lekarze mówili, że przy takim leczeniu tyje się znacznie więcej, nawet po 20 kg. A dla mnie dodatkowe 7 kg to było bardzo dużo. Ciągle je zrzucam. Teraz moim celem jest zwiększenie częstotliwości treningów do trzech w tygodniu i usprawnienie ciała tak, aby znów móc zaprezentować podopiecznym nienaganną technikę przysiadu.

Czy choroba coś jeszcze w tobie zmieniła?

Mam głowę sportowca i chyba to w jakiś sposób również pomogło mi w walce o zdrowie. Na każdy pobyt do szpitala pakowałam się w moją torbę treningową, zakładałam ulubione dresy, kolejną chemioterapię traktowałam jak nowe zawody i pamiętałam, że „biega się do końca”. Nie wiem, czy doświadczenie to sprawiło, że jestem lepszym człowiekiem. Z całą pewnością jestem lepszym trenerem. Mam większy dostęp do przeżyć, które towarzyszą osobom podejmującym aktywność fizyczną po raz pierwszy w życiu – wstydu, bezsilności, braku kontroli, zniechęcenia...

Byłaś aktywna, a jednak zachorowałaś. Nie myślałaś czasami, że to niesprawiedliwe?

Złośliwi komentowali sytuację, drwiąc z mojego zdrowego stylu życia, który nie ustrzegł mnie przed nowotworem. Ja jednak jestem przekonana, że gdyby nie świetny stan mojego organizmu, nie byłabym w stanie podjąć wysiłku walki o życie. Dlatego ruszajmy się, dbajmy o to, co dostarczamy naszemu organizmowi. Nigdy bowiem nie mamy pewności, w jakich zawodach przyjdzie nam w życiu brać udział.

 

PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię