8 marca 2017

Nocleg pod gwiazdami w środku zimy

Wintercamp 2017 - Zimowy biwak w górach

Namiot mało komu kojarzy się z zimowym wypoczynkiem. Tymczasem na Turbaczu, od kilku lat, organizowany jest największy zimowy biwak w Polsce – Wintercamp. Trzeba być odważnym, albo szalonym,  aby spędzić noc w namiocie, gdy temperatura spada poniżej zera,  a śniegu jest po kolana. 

 

ODWAŻNY (k)ROK

Nigdy nie lubiłam zimy. Co więcej góry były mi obojętne. Cztery lata dzieciństwa na południu kraju, również nie potrafiły zmienić mojego nastawienia do nich. Może to „przypadłość” ludzi urodzonych w centralnej Polsce?:). 

W ramach noworocznych postanowień obiecałam sobie, że w tym roku będę podejmowała liczne próby wychodzenia ze strefy komfortu. Będę robić coś, co w mniejszym lub większym stopniu jest dla mnie czymś nowym. Przypadek sprawił, że natrafiłam na Facebooku na informację o największym, zimowym biwaku w Polsce. Nie opuszczało mnie przeświadczenie, że to byłaby przygoda życia. Równie szybko pojawiły się wątpliwości… Nie dam rady. To nie mój żywioł. Rozpoczęłam „sondowanie” wśród znajomych kto miałby ochotę dołączyć. Zdumienie na ich twarzach utrzymywało mnie w przekonaniu, że to szalony pomysł… Zawsze w takich sytuacjach „rozdarcia” przypominam sobie motywacyjny fragment filmu „W pogoni za szczęściem”, gdzie Will Smith stwierdza „Nigdy nie daj sobie wmówić, że nie możesz czegoś zrobić. Ludzie nie potrafią sami czegoś zrobić, więc mówią, że Ty też nie możesz. Jeśli czegoś chcesz, to zdobądź to”. 

STAY HUNGRY

Wilczy zew okazał się jednak silniejszy. Pomyślałam zostaw to losowi… zgłoszę temat w redakcji – jak spotka się z uznaniem to nie będzie odwrotu. Powiedziałam A, dostałam zielone światło.  Ooooooo. Wiedziałam, że prędzej czy później trzeba będzie powiedzieć B. Największym wyzwaniem, dla takiego zimowego ignoranta jak ja, było odpowiednie zaopatrzenie się w sprzęt. Niestety zimowy ekwipunek nie należy do najtańszych. Stawiając pierwsze kroki „w śniegu” najlepiej pożyczyć niezbędne minimum od znajomych. 

„MUST HAVE”

Podczas pakowania miałam z tyłu głowy, że bagaż muszę wnieść, o własnych siłach, na miejsce campingu. To znacząco ułatwiło podejmowanie decyzji co naprawdę się przyda, a co jest zbędnym luksusem. 

ATAK NA SZCZYT

Dzień przywitałam bardzo wcześnie (tuż po 4:00). Podróż do Nowego Targu zajęła mi 6 godzin pociągiem. Około 12:00 rozpoczęłam pieszą wędrówkę z dworca PKP, w kierunku szlaku na Turbacz (ok. 6 km). Chciałam „poznać” miasto. Niby mała metropolia, ale spacer wzdłuż ulic z plecakiem to wątpliwa przyjemność. Na szczęście późniejsze widoki i bajeczna pogoda zrekompensowały mi nieprzemyślane decyzje. Postawiłam na szlak zielony (szczegółowe informacje jak dotrzeć można znaleźć na stronie schroniska) – najkrótszą drogę na szczyt. Według informacji wejście zajmuje około 2 godzin. To był bardzo przyjemny spacer, aż do momentu kiedy zorientowałam się, że oznaczenia szlaku niespodziewanie zniknęły. Jest 15:45, a ja ciągle w środku lasu. Na szczęście w towarzystwie redakcyjnej koleżanki. Zawsze to raźniej. Zmęczenie dają się we znaki. Mapa pokazuje, że szlak żółty jest na wyciągnięcie ręki. Jednak okoliczności przyrody, a konkretnie zaspy po pas uniemożliwiają przedostanie się na niego w szybkim tempie. Podobno im bardziej w życiu pod górkę tym piękniejsze widoki… 


Takie widoki towarzyszyły nam w drodze na miejsce biwaku. fot. M.Fiedczak

Ciężko się nie zgodzić. Do dziś nie mogę zapomnieć tego magicznego uroku tych szczytów. Łącznie spacer zajął nam 5,5 godziny z „pit-stopami”. To była naprawdę próba charakteru;). 

MEGA PRZEŻYCIE

Zabawę ze śniegiem, a raczej na śniegu, zaczęliśmy w piątek od budowania miasteczka namiotowego. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem organizatorów, a nawet samych twórców sprzętu outdoorowego – m.in. legendy firmy Jack Wolfskin, Gerolda Ringsdorfa, który na co dzień projektuje i testuje sprzęt, zanim ten trafi na półki sklepowe. Nasze nietypowe M2, jak na tę porę roku, powstało w mgnieniu oka. 

Jest ledwo po 10:00, a ja już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła przetestować swoją nową „sypialnię”. Wreszcie nadchodzi długo wyczekiwany wieczór. W rolę piżamy wciela się bielizna termiczna. Zaskakująco szybko zasypiam, niestety równie szybko budzę się w nocy, bynajmniej nie z zimna. Okazuje się, że samopompująca mata nie napompowała się wystarczająco. Mam wrażenie, że leżę na drzwiach. Odczuwam każdą nierówność. Najmniej dokuczliwa jest pozycja na boku, wtedy zdecydowanie mniejsza powierzchnia ciała odczuwa niedogodności podłoża. 
Co ciekawe zupełnie nie zmarzłam, a tego bałam się najbardziej. Puchowy śpiwór zdał egzamin. Naturalnie przy wychodzeniu z niego odczuwałam różnicę temperatur, ale zupełnie to nie stanowiło kłopotu. Za to widok z „okna” o poranku bezcenny… 


Widok na obóz o poranku. fot. M.Fiedczak

Przy śniadaniu, wymieniamy się spostrzeżeniami z uczestnikami biwaku. Okazuje się, że matę trzeba nadmuchać, aby uzyskać efekt komfortu. Cóż człowiek uczy się na błędach. Kolejną noc przesypiam jak dziecko. Zima mi nie straszna. 

WINTERCAMP - ZIMOWA SZKOŁA PRZETRWANIA

Wiedziałam, że podczas tego wyjazdu czeka na mnie jakiś „challange”, coś czego jeszcze nigdy nie próbowałam… spodziewałam się, że będę z dużą rezerwą podchodzić do oswajania aktywności na śniegu. W końcu niechętnie opuszczamy strefę komfortu. Jednak serdeczność campowiczów i organizatorów zachęcała do przekraczania swoich granic już od progu schroniska. 
Wreszcie przyszedł czas na upragnione szkolenia z zimowej turystyki. Każdy uczestnik mógł wybrać trzy spośród sześciu szkoleń. W życiu bym nie przypuszczała, że przypadkowa rozmowa przy śniadaniu z nowo poznanymi osobami (okazali się instruktorami), zaowocuje moim aktywnym udziałem w warsztatach wspinaczki lodowej. Ja plus wysokość to rzeczy, które wzajemnie wykluczają się. Okazuje się, że świat śniegu, lodu, raków i czekanów ma moc;). Ja też ją mam, umiem już wdrapać się na ścianę lodu przy pomocy dziabek (tak potocznie mówi się na czekan) i metalowych kolców przy butach, a przynajmniej wiem jak do tego się zabrać. 


Szkolenie ze wspinaczki lodowej - przygotowanie. fot. M.Fiedczak

Szkolenie ze wspinaczki lodowej. fot. M.Fiedczak

Natomiast na szkoleniu lawinowym dowiedziałam się, jak powstają lawiny. Ratownicy GOPR wyjaśnili również, jak bezpiecznie poruszać się po zagrożonym terenie. W ramach zajęć praktycznych wykorzystywaliśmy sondy i detektory do poszukiwań zaginionego, na szczęście tylko fantoma w śniegu. 


Szkolenie lawinowe. fot. Pog.org.pl

Na ostatnich warsztatach poznałam tajniki biwakowania w trudnych warunkach zimowych, dzięki którym bezpiecznie i komfortowo można spędzić noc poza schroniskiem. Na zajęciach teoretycznych wydawało się to proste, ale zajęcia praktyczne były nie lada wyzwaniem. Pod okiem alpinisty, ratownika WOPR - Wojciecha Grzesioka musieliśmy wykańczać jamę śnieżną. Muszę przyznać, że miałam chwilę zawahania czy na pewno chcę to zobaczyć od wewnątrz. 


Kopanie jamy. fot.Pog.org.pl


Po chwili namysłu uznałam, że jak mam przełamywać swoje lęki to lepiej to robić pod okiem fachowca niż w samotności. Wejście jest bardzo wąskie, aby się dostać do środka trzeba właściwie „wpełznąć”. Wewnątrz jest bardzo mało miejsca, a sama jama jest tak niska, że nie można siedzieć wyprostowanym. Będąc w środku ciągle się zastanawiałam czy sufit na nas nie spadnie. Na długo zapadnie mi w pamięci uczucie dyskomfortu, a raczej klaustrofobii. 

Kopanie jamy w środku
Kopanie jamy w środku. fot. Pog.org.pl

Edukacja turystów w tym zakresie to podstawa działań Polish Outdoor Group, stowarzyszania firm, które przy współpracy z ratownikami z GOPR i alpinistami realizuje program szkoleniowy dotyczący bezpieczeństwa w górach. A jak wiadomo w naszym kraju, jest wiele do zrobienia w tym zakresie. Ciężko już zliczyć, ile razy turyści w adidasach, utknęli nad Morskim Okiem. Takie osoby, w ramach kary, powinny trafiać na tego typu szkolenia. To uczy pokory do zimy i gór. A przede wszystkim szacunku do pracy ratowników. 

NIE PRZESTAWAJ ODKRYWAĆ

Jedno jest pewne - to była przygoda życia. Wróciłam bogatsza o wiedzę o samej sobie, a przede wszystkim o nowe doświadczenia. Nie przypuszczałam, że zaraz po powrocie będę rozglądać się za podobnymi inicjatywami. Ewidentnie „w objęcia chłodu mnie pcha”;). Nie oceniaj zanim nie spróbujesz. To może być również przygoda Twojego życia. 

 Dla kogo: 
•    Dla osób, które stawiają pierwsze kroki w turystyce zimowej; pasjonatów górskich wrażeń, którzy chcą „oswoić zimę”. Uwaga: nocleg we własnym namiocie. W razie zimna czy też jakichkolwiek innych problemów można przenieść się na „glebę” do schroniska. Organizatorom zależy przede wszystkim na bezpieczeństwie uczestników. 
•    Dla rodzin. W tym roku po raz pierwszy wystartowała edycja - „Wintercamp Family” (w grupie musi być rodzic/rodzice i minimum jedno dziecko w wieku od 6 do 16 lat). Bagaże w liczbie 1 szt./osoba są transportowane do schroniska przez organizatora). Rodziny z dziećmi mają zagwarantowane noclegi w schronisku. Dla chętnych jest biwak w namiocie.

Dlaczego warto:
•    Są to profesjonalnie prowadzone szkolenia, które mają na celu poszerzenie praktycznych umiejętności, a tym samym zwiększenie bezpieczeństwa podczas zimowych aktywności w górach.
•    Każdy uczestnik Wintercampu ma możliwość uczestniczenia w trzech blokach tematycznych

Jak dojechać: 
•    Pociągiem lub autobusem do Nowego Targu. Następnie busem lub taksówką należy przedostać się w pobliże wejścia na szlak do schroniska na Turbacz – Gorce 1310 m n.p.m (ok. 2,5-3,5 h).
•    Samochodem np. do Komańczy i tam trzeba zostawić auto na parkingu.

Jedzenie: 
•    Posiłki we własnym zakresie lub w restauracji na terenie schroniska. 

Koszty uczestnictwa: 
•    Osoba dorosła: 399 zł – 439 zł (cena uzależniona od terminu zapisów i uiszczenia opłaty). 
•    Dzieci: 500 zł.
 


PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię