9 sierpnia 2016

Zajęcia dance fitness

Na czym polega fenomen programów łączących taniec z fitnessem?

Połączenie tańca z fitnessem okazało się strzałem w dziesiątkę – przy utrzymaniu sportowego, ogólnorozwojowego charakteru zajęć wniosło do klubów radość i nową energię. Aby zatańczyć w klubie sportowym, nie musisz mieć partnera, ani szukać koleżanki skłonnej wyjść z tobą dziś wieczorem. Ba, to nawet nie musi być wieczór – możesz wyskoczyć na tańce rano, gdy masz przerwę w zajęciach lub dzieci są w przedszkolu albo zaraz po wyjściu z pracy.

DLACZEGO DANCE FITNESS?

Bo wzmacnia kondycję, poprawia krążenie i pamięć ciała, czyli wpływa nie tylko na mięśnie, ale i na cały układ nerwowy. Pozwala niepostrzeżenie spalić podczas godzinnych zajęć przeciętnie po-nad 500 kcal. – Jednej pani podczas moich zajęć udało się spalić 900!” – dodaje Arek Skrok. Uelastycznia stawy: od kostek i bioder po obręcze barkowe, poprawia sylwetkę i płynność ruchów. Uczy pięknie się poruszać. Przegania kiepski nastrój i zimową chandrę.

DLA KOGO?

Dla wszystkich. Serio. Fitness taniec ożywił na nowo stare wyjadaczki wszelkich zajęć grupowych – aerobiku, TBC, pilatesu czy jogi. Zaktywizował mężczyzn – zwłaszcza na maratonach widać, że miłośników tańca jest wśród nich całkiem sporo. Coraz bardziej popularne są grupy zumby czy nawet pole dance dla dzieci. Ale przede wszystkim to spełnienie marzeń wszystkich, którzy uważali, że są za grubi, za starzy, zbyt niezgrabni, nie mają słuchu, poczucia rytmu czy dość odwagi, by zapisać się do szkoły tańca! I zumba, od której zaczęło się to szaleństwo, i większość innych zajęć ma krótkie, niezbyt trudne choreograficzne układy – jeśli ktoś się zgubi, za chwilę znów odnajdzie rytm, Jeśli ma gorszą kondycję, podskoczy niżej, jeśli nadal się wstydzi: znajdzie sobie spokojne miejsce w tłumie lub na końcu sali. Olga Marek: – Wśród moich uczestników mam całą rodzinę, małżeństwo z nastoletnią córką. Sporo panów, bo mam wrażenie, że mężczyźni chętniej wybierają zajęcia prowadzone przez instruktorki. Przychodzi dużo kobiet w dojrzałym wieku. Jedna z nich podeszła do mnie kiedyś po zajęciach i powiedziała: – Boże! Ja nigdy nie lubiłam ćwiczyć, zmuszałam się, żeby raz w tygodniu pójść do klubu, a teraz nie mogę się doczekać zajęć. O co tu chodzi? Ja mam 52 lata, pani mogłaby być moją córką! Odpowiedziałam: – O co chodzi? O taniec! O radość…

GDZIE?

Najlepszym rozwiązaniem jest dobry klub sportowy: korzystny stosunek ceny do ilości treningów, dużo instruktorów, kompleksowa oferta i najwięcej rodzajów tanecznych zajęć. Tylko w jednym z warszawskich klubów „Gravitan” (gravitan.pl) naliczyłam w tygodniowym grafiku 12 różnych zajęć fitness tańca! To rozwiązanie jest bardzo wygodne zwłaszcza dla tych, którzy dopiero szukają swojego stylu i swego ulubionego instruktora – albo wręcz przeciwnie, szybko się nudzą i lubią zmieniać zajęcia. Boom na taneczny fitness spowodował, że zajęcia zumby czy latino ladies prowadzą nie tylko kluby sportowe, ale i szkoły tańca lub prywatni instruktorzy w salach wynajmowanych w szkołach lub miejskich ośrodkach, więc sporo osób wybiera z tej oferty po prostu treningi najbliższe ich domu lub miejsca pracy. Są też zwolennicy podążania za wy-branym instruktorem i jeżdżenia za nim po mieście – i to wcale nie musi być złe rozwiązanie albo „fatalne zauroczenie”. Średnia cena w całym kraju kształtuje się podobnie, w granicach 25-35 zł za pojedyncze zajęcia i 10-15 zł w przypadku większego karnetu.

JAKIE ZAJĘCIA?

Wybierz to, co lubisz: czyli przede wszystkim taki rodzaj muzyki i tańca, który do ciebie przemawia. A jest w czym wybierać. W dużym uproszczeniu: są zajęcia oparte na muzyce orientalnej i tańcu brzucha, wszelkie wariacje latino, bardziej nowoczesne jak jazz, funky, hip-hop, dynamiczne ćwiczenia do aktualnych hitów muzyki pop (Sh’Bam) czy bardziej złożone choreograficznie układy, nawiązujące do tańca klasycznego i baletu, wykorzystujące nawet utwory z muzyki poważnej (Fitness Classic Dance). Samej zumby jest już kilka rodzajów: basic, toning (z użyciem ciężarków wypełnionych piaskiem, które pełnią też rolę niby-marakasów), sentao (z wykorzystaniem krzeseł), Aqua zumba w wodzie… Są zajęcia bazujące na jednym typie muzyki i tanecznych kroków jak Salsa Solo czy Jive, odwołujące się do stylu konkretnej gwiazdy – Shakira Dance – lub będące miksem tańców latynoskich: salsa, samba, merengue, cumbia albo nawet tak różnych stylów jak hip-hop i burleska. Po określeniu stylu, poza żelazną zasadą, że wszystkie zajęcia zaczynają się od rozgrzewki, a kończą rozciąganiem, o ich ostatecznym kształcie decyduje instruktor.

JAKI INSTRUKTOR?

Iza Kin z Gorzowa Wielkopolskiego, zanim poznała zumbę podczas swego pobytu na Florydzie i ściągnęła ją do Polski, miała za sobą doświadczenia instruktorki aerobiku. Michał Kurpet, który wraz z żoną Sylwią i Oliwierem Zalewskim i Piotrem Litwiniukiem założył Z-team i oprócz zumby lansuje Sh’Bam, czy Przemek Waszczyszyn z „Zumba Wrocław” są absolwentami AWF-u i instruktorami tańca. Grzegorz Halko – prowadzący Fitness Dance w klubie „Gravitan Janki” – jest nie tylko instruktorem i pedagogiem tańca oraz jurorem na wielu profesjonalnych turniejach, ale i autorem wielu nagrodzonych choreografii i i twórcą spektaklu „Dracula”. Każdy z nich – a jest w kraju sporo równie dobrych i znanych instruktorów – prowadzi zajęcia zupełnie inaczej, przekazuje inny rodzaj energii, zwraca uwagę na inne detale. Aktorka Małgorzata Potocka mówi: – Grzegorz Halko przywiązuje wielką wagę do wyprostowanej postawy i sprawia, że na treningu u niego tracimy kalorie z wielką gracją: po kilku tygodniach człowiek porusza się w sposób, o jakim wcześniej nawet nie marzył. Stąd dobrze jest nie tylko poszukać swojego ulubionego instruktora – tu często decydujący jest nasz gust muzyczny i to, ile fitnessu w tańcu (albo tańca w fitnessie) jest w jego zajęciach, więc kryteria są bardzo subiektywne i cudze opinie nie zawsze okażą się dla nas przydatne – ale i pójść od czasu do czasu na inne zajęcia. Albo na maraton.

CO OPRÓCZ TRENINGÓW?

Fitness taniec, mimo że jego tradycje w Polsce sięgają zaledwie kilku ostatnich lat, to już całe, prężnie działające środowisko. Najlepiej zorganizowana – i najbardziej popularna – jest zumba i tu jest najwięcej wspólnych, międzyklubowych, międzymiastowych, a nawet międzynarodowych imprez. Odwiedził Polskę nawet sam twórca tych ćwiczeń, Alberto „Beto” Perez. Najczęstsze są maratony – zwykle 3-godzinne treningi, z udziałem instruktorów i uczestników z innych klubów, albo wręcz ogólno-dostępne, na zasadzie ogłoszenia na mieście. Ale oprócz nich fitness fetuje zbiorowymi treningami wszystkie okazje do tańca: andrzejki, mikołajki, ostatki i co tylko się trafi . Oprócz tego są oczywiście sesje wyjazdowe – od ferii zimowych przez majówkę po wakacje. To jeszcze jedna szansa na znalezienie nie tylko nowego hobby, ale i nowych znajomych. W pierwszym maratonie możesz wziąć udział już po kilku tygodniach chodzenia na zajęcia – i nie pękaj, że nie dasz rady, że za wcześnie, że na pewno inni są lepsi: po prostu daj się ponieść ogólnej atmosferze. A co spalisz, to twoje…

W CZYM ĆWICZYĆ?

Nie ma jednego, typowego uniformu – jak kolarskie spodenki, kimono czy trykot i baletki. O dziwo, poza pole dance, we wszystkich odmianach fitness tańca preferowane są nie jakieś seksowne szorty, a długie spodnie. Luźne dresy albo obcisłe legginsy i do tego zwykły T-shirt lub koszulka na ramiączkach, często na wierzch jeszcze bawełniana bluza. I zwykłe sportowe buty. Jednym słowem, to nie są zajęcia, które wymagają specjalnych nakładów finansowych. Oczywiście, jest rodzaj dress code'u: zumba ma swoje logo i kolor – rodzaj limonkowo-kwasowej zieleni, nazywanej zumba green – na zajęciach Belly Dance dziewczyny zawiązują na biodrach chusty z frędzlami, fanki Shakiry chętnie redukują górę do samego biustonosza i odsłaniają brzuch przy „Waka, waka” – ale każdy nosi się, jak lubi: jedni w kolorze, inni w czerni.

JAK CZĘSTO?

To wciąga – dziewczyny, które chodzą na zajęcia codziennie albo 5 razy w tygodniu wcale nie należą do rzadkości. Jeśli chcesz po miesiącu-półtora zobaczyć efekty, postaraj się ćwiczyć przynajmniej dwa razy w tygodniu. I od czasu do czasu weź udział w jakimś maratonie albo większej imprezie – to ważne, żeby być w środowisku, budować swoją pasję, a nie tylko machać cichutko nóżkami i rączkami w kącie. Taniec to sport zespołowy.

CZY SAM FITNESS TANIEC WYSTARCZY?

Nie, chyba że masz 14 lat, morderczą przemianę materii i żelazne zdrowie, a sport jest dla ciebie wyłącznie przyjemnością. W innych wypadkach dobrze jest uzupełnić zajęcia taneczne o trening kardio albo ćwiczenia ogólnorozwojowe czy wzmacniające. Jeśli masz np. problemy z kręgosłupem – a kto ich dziś nie ma? – to uzupełnij swój tygodniowy trening o program wzmacniający mięśnie pleców i brzucha. Bo najczęstsze kontuzje tancerzy to właśnie kręgosłup i stawy: biodrowe i skokowe.

CZY KOCHAĆ SIĘ W PROWADZĄCYM?

Można, ale bez przesady. Platonicznie. Zasadą jest, że mężczyźni wolą chodzić na zajęcia prowadzone przez kobiety, nie dlatego, że się w nich kochają, ale żeby… być przez nie chwalonym i dopieszczanym oraz uniknąć konfrontacji z prowadzącym - facetem. Zdaniem Olgi: – Dziewczyny wybierają sobie takich prowadzących, którzy im się podobają, ale czynnik atrakcyjności fizycznej jest tak samo ważny jak charyzma i osobowość trenera. Nie jest tajemnicą, że zdarzają się fanki, które przesadzają – ciągną za instruktorem niczym groupies, zasypują go prezentami z okazji urodzin i imienin, proponują randkę po treningu – więc część z prowadzących ma manię prześladowczą i czym prędzej przedstawiają wszystkim swoją dziewczynę lub żonę, ale są i tacy, którzy świadomie pro-wadzą z uczestniczkami pewien rodzaj gry, by zapewnić sobie na zajęciach dużą frekwencję. Wiadomo: taniec działa na wszystkie zmysły. Arek Skrok: — Nie flirtuję z dziewczynami na zajęciach, nie puszczam do nich oczek… Ale zachowuję się dość naturalnie i swobodnie: mam dwie siostry, wychowałem się z kobietami. Zachęcam je, żeby na treningach krzyczały, klaskały, śpiewały, śmiały się – bo jak prowadzę przedpołudniowe zajęcia w „Gravitanie” na warszawskim Targówku, to mam świadomość, że dla wielu uczestniczek to jest jedyna przerwa w ich codziennych obowiązkach – mąż, dzieci, dom, zakupy, porządki, praca – i jedyna chwila w ciągu dnia, kiedy mogą się bawić. Wtedy wszyscy zyskujemy, cieszy nas to, co robimy.

CO ZROBIĆ, GDY JEST MARNIE?

Bo może się zdarzyć, że trafi sz nie najlepiej: do grupy, która przypomina jakiś szkolny koszmar – chichoczące dziewczynki, które nie bawią się z nowymi, królowa i jej dwór – albo psychoterapię w szatni, wywlekanie osobistych problemów za-miast normalnego treningu, do instruktora, który może i dobrze ćwiczy, ale nie ma charyzmy, albo usiłuje wciągnąć grupę w jakieś personalne rozgrywki. Wtedy nie kop się z koniem tylko zmień zajęcia: fitness taniec to nie szkoła przetrwania ani sporty walki. Musisz czuć radość, musi płynąć energia.

A CO PO KARNAWALE?

Tańczymy dalej! To nie jest przejściowa moda. Apogeum szału na zumbę było co prawda rok temu, na jesieni w 2014 wszyscy robili papiery instruktora, a teraz… teraz zaczęła się nowa faza: wszędzie powstaje dużo nowych grup, nowych stylów i ćwiczy, tańcząc, coraz więcej osób w całym kraju. Bardzo możliwe, że gdy przyjdzie lato, ulice polskich miast i miasteczek zapełnią się szczupłymi, uśmiechniętymi, kręcącymi seksownie biodrami chłopakami i dziewczynami. Po tym, jak zobaczyłam na You Tube, jakie latino Przemek Waszczyszyn i Robert Magiera zrobili z hitu Donatana „My, Słowianie”, jestem w stanie uwierzyć, że jeszcze zbudujemy sobie Brazylię nad Wisłą.

 

PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię