24 marca 2018

Poza utartym szlakiem. Weekend… z MINI

Przeczytaj relację z samochodowej wyprawy w Góry Sowie!

Mam zdecydowanie DNA odkrywcy, zbliża się weekend, a ja już rozmyślam, gdzie i jak ruszyć na kolejną wyprawę. Wyszukuję przepiękne miejsca, gdzie czas zwalnia, a człowiek czuje się naprawdę częścią natury. Miejsca, które dają nieograniczone możliwości bycia aktywnym. Tym razem na GPS wzięłam Góry Sowie. Nie za wysokie, z najwyższym szczytem zaledwie 1015 m n.p.m. i genialnymi trasami spacerowymi oraz biegowymi. To także szansa na sprawdzenie MINI Countryman w warunkach pozamiejskich.  

 

UCIECZKA Z MIEJSKIEJ DŻUNGLI

Gotowa na kolejną przygodę, pakuję plecak i ruszam na weekendowy reset. Zapytana kiedyś co cenię najbardziej w swoim aucie – odpowiedziałam bez wahania – wolność jaką mi daje, możliwość poznawania nowych miejsc, docierania tam, gdzie inni mogą pomarzyć. A pomaga w tym z całą pewnością napęd 4x4. Dlatego tym bardziej się cieszę, że w tą podróż wyruszam MINI Countryman John Cooper Works All 4 i to jeszcze w nie byle jakim kolorze - Rebel Green. Nawiązuje on do klasycznej zieleni brytyjskich aut wyścigowych, ale dla mnie, jako miłośnika pięknych krajobrazów, to sygnał, że ten model chce być blisko natury :)

Fot. MINI w drodze na szczyt.

MINI Countryman łączy w sobie zalety kilku segmentów – jest po części miejskie, po części sportowepo części terenowe. To połącznie wydaje się być idealne dla mnie – jest niezwykle praktyczne w mieście, a przy tym całkiem przestronne, jeśli chodzi o wypad za miasto.

Fot. Poza miastem z MINI, można trafić na takie towarzystwo.

NO TO JAZDA!

Pierwsze zetknięcie z MINI Countryman JCW All 4 - auto robi większe wrażenie niż Manhattan;). Jego kolorystyka powoduje, że nie można przejść obojętnie obok tego samochodu. Oryginalność i ekstrawagancja to zdecydowanie jego znak rozpoznawczy. Ustawiam GPS na Pieszyce, niewielkie miasto leżące w południowo-zachodniej Polsce na Dolnym Śląsku. Uruchamiam genialną funkcję Car Play łączącą mój telefon z samochodem, która daje mi między innymi możliwość słuchania mojej ulubionej muzyki i ruszam w drogę. Jednak moją uwagę, przez pierwsze chwile, skupia jego niesamowite sportowe brzmienie. Niezły z niego mruczuś. Jedynie przy dużych prędkościach, dźwięk silnika i szum opływającego go powietrza, jak na mój gust jest trochę zbyt dokuczliwy.

Fot. Śnieżny fan MINI.

GDZIE SPAĆ?

Moją pasją już od wielu lat jest podróżowanie poza utartymi szlakami. Wobec czego uwielbiam wyszukiwać klimatyczne noclegi. W zasadzie mam wrażenie, że ona same mnie znajdują. Tym razem wybór padł na Dom Tkacza. Okazało się, że właściciele przywiązują równie wielką wagę do detali, jak twórcy MINI. Z niezwykłą starannością odtworzyli klimat tkackiego domostwa – zachowując działające krosno czy drukarskie stemple do tkanin. Polecam to miejsce każdemu, kto docenia piękno historii, kameralny charakter i możliwość poznania nietuzinkowych ludzi, którzy żyją w duchu slow life.

Fot. Dom Tkacza, budowa szachulcowa charakterystyczna dla tego regionu.

ODKRYWAM DOLNY ŚLĄSK

Przyszłam na świat, żeby zwiedzać, a nie siedzieć na… dlatego zaraz po śniadaniu pojechałam do wypożyczalni nart biegowych w miejscowości Bielawa. Ze sprzętem ruszyłam na Przełęcz Jugowską, skąd zaczynały się trasy biegowe.

Na miejsce wiodła bardzo wąska i kręta drogą, cały czas pod górę. Miałam wrażenie, że MINI jedzie, jak przyklejone. Świetnie trzymał się drogi, a jego zawieszenie dawało poczucie pewnej i bezpiecznej jazdy.

Fot. MINI w stylistyce kolorystycznej drzew.

Po dojechaniu na miejsce, zmieniłam moje buty na te do nart biegowych, do nich narty, kijki w ręce i hop na trasę. W nartach biegowych poruszasz się szybciej niż podczas marszu, co pozwala Ci pokonać dłuższe dystanse w tym samym czasie. Prędkość jednak nie jest na tyle duża, żeby nie móc podziwiać widoków. W każdej chwili można się zatrzymać i delektować tym co wokół nas. Uwierzcie mi, nawet w tak niskich górach widoki bywają cudowne.

Fot. Sportowe zacięcie MINI.

Przy okazji mała rada. Ubierzcie się niezbyt grubo, nawet przy lekko minusowych temperaturach, bo nie ma nic gorszego jak przegrzać organizm. No i żadnych bawełnianych koszulek. Po dojechaniu do schroniska Sowa, widziałam jak jeden z turystów stał cały czas przy kominku i suszył mokry t-shirt. Warto zainwestować w bieliznę termiczną, która zapewnia odpowiednie docieplenie i świetnie odprowadza pot. Tego dnia zrobiłam około 15 kilometrów. To świetny trening, tym bardziej, że pracują nieco nie miejsce niż przy bieganiu.

Fot. Schronisko turystyczne Sowa położone na wysokości 900 m n.p.m. pomiędzy szczytem Wielkiej Sowy, a schroniskiem Orzeł i Przełęczą Sokolą.

Następnego dnia zdecydowałam się na trekking na trasie około 12 kilometrów, w tym sporo podejść i większość odcinków po śniegu. To co mogę Wam polecić: wysokie, nieprzemakalne buty do trekkingu, bielizna termiczna oraz dwie lub trzy, zależnie od temperatury i wiatru, warstwy ubrań. To znaczy, na bieliznę zakładamy spodnie trekkingowe, bluzę sportową oraz kurtkę chroniącą od wiatru, deszczu i śniegu, rękawiczki oraz czapkę. Ja miałam jeszcze plecak, a w nim zapasowe rękawiczki (na wypadek przemoczenia), batony energetyczne, termos z herbatą, folię NRC, latarkę czołową, apteczkę.

Fot. Przeszkoda? Nie cofaj się, omijaj i do przodu.

ŁAWKA PIKNIKOWA W AUCIE? A CZEMU NIE;)

Zawsze powtarzam, że wszystko kryje się w detalach. Można ich nie dostrzegać, ale to one wpływają na ogólny odbiór. Dlatego szczególnie doceniam takie udogodnienie, jak ławka piknikowa wyjmowana spod podłogi bagażnika. Przy moim aktywnym trybie spędzania wolnego czasu to bardzo przydatny gadżet. Zimą, z uwagi na panujące warunki atmosferyczne, szczególnie doceniam moment, kiedy mogę np. wygodnie zmienić buty trekkingowe na buty do nart biegowych. Ławka wyposażona jest w specjalną osłonę zderzaka, dzięki temu chroni przed ubrudzeniem. Mała rzecz, ale jakże cieszy.

Fot. Chwila zadumy na ławce.

WSPOMNIENIA

To był wspaniały weekendowy reset, wielokilometrowe trasy biegowe i trekkingowe oraz masa innych przyjemności. MINI Coutryman okazał się być fajnym kompanem. Podobnie, jak dla mnie, nie ma dla niego miejsc, do których nie dotrze.

Fot. Nawigacja w stylu oldschool.

Wersja Countryman (jak sama nazwa zobowiązuje) uwielbia zjeżdżać z utartych szlaków, w te bardziej niedostępne, trudne i wymagające. Kolejny weekend tuż, tuż. Nie zapomnijcie zadbać o odpoczynek.

 

Marta Fiedczak /Nature lovers/

PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię