31 października 2016

Trening i dieta Olgi Bołądź

Jak uzyskała takie efekty?

Aktorka nie ukrywa, że aktualna figura to zasługa ciężkich treningów oraz rygorystycznej diety. Uważa, że ciało ma granice tam, gdzie mu je postawimy.  
 

#milegodnia ️bez kawy nie da rady moja ulubiona z mlekiem owsianym, polecam a jaka jest wasza ulubiona?

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Olga (@olgaboladz)

 

- Zawsze miałam przy sobie dwa szejkery i zbiór różnych piguł. Non stop musiałam coś jeść - komentuje Olga swoją fit przygodę. 

 

Dzieki bardzo #venimus_vidimus_1683 #outfit #mylook #inred #actress

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Olga (@olgaboladz)

 

Jej przemiana trwała niecałe 3 miesiące. Często miała dość i chciała odpuszczać, ale dla takich efektów było warto. Jej najniższa waga wynosiła 52 kg.  

- Po dostaniu roli w "Służbach specjalnych" od razu zaczęłam chodzić na siłownię. Trener przez kilka miesięcy trzymał mnie w reżimie diety i ćwiczeń. Ćwiczyłam codziennie, przez minimum trzy godziny. Aeroby, ćwiczenia siłowe, elementy sztuk walki, głównie MMA - mówi Olga.

 

- Po ścięciu włosów opadły ze mnie lęki i wewnętrzne ciśnienia, które – tu się przyznaję – mnie nękały. Poczułam się odsłonięta, oto cała prawda o mnie. Krótkimi włosami nie zasłonię twarzy, nie zrobię sobie kucyków, kiedy jestem zmęczona, nie zakręcę z zakłopotania loków ani nie obejrzę rozdwajających się końcówek, kiedy się zestresuję. To dało mi bardzo dużą wolność. Zdemaskowało też moje myślenie o sobie – do tej pory byłam przekonana, że przecież nie liczy się wygląd, że najważniejsze jest moje wnętrze. A kiedy obcinane włosy spadały,
poczułam: tracę kobiecość. Nie potrafiłam się uchwycić, bo widziałam w lustrze zupełnie inną osobę niż tę znaną - mówi Olga Bołądź. 

- Podczas moich rozgrzewek doszłam do przekonania, że ciało ma granice bólu tam, gdzie mu je postawię. Wiedziałam, że jak podczas ćwiczeń boli – to dobrze. W szkole teatralnej także ruszaliśmy się bardzo dużo. Miałam wielu trenerów – potrafię się dostosować do rygorów treningu, wiem, że mam dużą świadomość swojego ciała. Ale ten przypadek był wyjątkowy: zaczęłam trenować tak, jak jeszcze nigdy dotąd. Efekt miał być taki, że musiałam mieć dobrze widoczne mięśnie, miałam sobie rozbudować plecy, barki. Wyobraź sobie scenę: wchodzę na siłownię – wokół pełno gości – pakerów i smukłych dziewczyn. A w środku ja – ni to, ni owo – wyrostek z wygolonymi bokami, który dźwiga z zapałem ciężary. Ja, chucherko, musiałam trenować to samo, co napakowani faceci. Oprócz tego, musiałam nauczyć się chodzić i zachowywać jak koleś. Wobec tego, po siłowni wychodziłam w moich dresikach i przechadzałam się krokiem pewniaka. Potem nabrałam maniery „siłownianej” i sprawdzałam w lustrze, czy te moje „nowe” mięśnie widać – opowiada aktorka.

- ABS ćwiczyłam co drugi dzień. Trener dawał mi takie ćwiczenia, których mój brzuch nie pamiętał. Chodziło o to, żeby było dużo zmian. Najczęściej brałam do ręki 5 kg i robiłam brzuchy. Jak robiłam nogi i pośladki, to brałam 25 kg. Poza tym robiłam dużo takich ćwiczeń, których w ogóle nie robią kobiety. Na mięśnie pleców, barków, na kapturowe, "motylki"... Po filmie bardzo chciałam się tych mięśni pozbyć, więc zaprzestałam tych ćwiczeń. Uciekłam też z niektórych ćwiczeń mięśni brzucha, żeby nie mieć kaloryfera, bo mi się to nie podoba. A w tym filmie chodziło głównie o brzuch i ramiona - dodaje aktorka. 

SHAPE: Co cię mobilizowało do ćwiczeń, kiedy kompletnie nie miałaś ochoty na trening?

- Mobilizowało mnie ich dwóch: trener i reżyser. Mówili: „Wiesz, możesz podnieść ten ciężar, ale wydaje nam się, że jesteś w stanie udźwignąć kilogram więcej”. Postawili mi wysoko poprzeczkę, ale ja – postawiłam ją sobie jeszcze wyżej. Wiedziałam, że Patryk bardzo boi się o rolę, którą grałam, bo rzeczywiście była niesłychanie wymagająca. Był bardzo zaangażowany w to, co robię. Wiedział, że mam małe dziecko i bardzo dużo poświęcam dla tego filmu. Od niego i od całej ekipy dostałam wiele wsparcia i poczucia, że robimy razem coś naprawdę fajnego. Więc po prostu musiałam zmierzyć się z tą rolą, dla siebie i dla nich. Najgorsze byłoby dla mnie rozczarowanie, że nie dałam rady.

SHAPE: Jak wyglądają teraz Twoje ćwiczenia?

-  Zależy mi na utrzymaniu tego, co sobie wypracowałam. Ponieważ lubię się rozciągać, a nienawidzę biegać, wymyśliłam taki mój własny trening. Ćwiczę po swojemu na siłowni. Staram się mieć większą wagę, bo nie chcę się czuć takim oseskiem, jakim jestem teraz. Ale ktoś musi mi pomóc znaleźć w tym równowagę. I właśnie mój trener jest tym moim „trzecim okiem”.

SHAPE: Masz jakieś specjalnie nawyki żywieniowe?

- Absolutnie nie. Kiedy wiedziałam, że nie muszę już stosować diety zjadłam pizzę, która była rekwizytem na planie! Wróciłam do moich ulubionych rzeczy – uważam, że jedzenie uszczęśliwia i nie mam w zwyczaju rezygnować z tego, co lubię. Jem to, na co mam ochotę. Nie jestem za tym, żeby się umartwiać. Byłam przez trzy miesiące na diecie białkowej – od tej pory nie mogę patrzeć na ryż i kurczaka. I na chlebki ryżowe.

ZOBACZ Najlepsze brzuchy z Instagrama [LISTA]

ZOBACZ Dieta i trening Kim Kardashian. Sekret jej figury


PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię