7 sierpnia 2017

Nasza naczelna Edyta Litwiniuk ponownie finisherką Enea IRONMAN 70.3 Gdynia powered by Herbalife

1,9 km pływania, 90 km jazdy na rowerze i 21,1 km biegania - to wszystko za nią!

Blisko dwa tysiące zawodników zmierzyło się z trasą Enea IRONMAN 70.3 Gdynia powered by Herbalife, pokonując 1,9 km etapu pływackiego, 90 km trasy rowerowej i 21,1 km biegu. Najszybciej na mecie zameldował się faworyt, Boris Stein (GER) z czasem 3:52:04. Wśród kobiet najlepsza okazała się Lisa Huetthaler (AUT).

Od momentu startu z gdyńskiej plaży miejskiej o godz. 8 rano, oczy kibiców zwrócone były na głównego faworyta – Borisa Steina. Ten jednak rozkręcał się bardzo powoli, wychodząc z wody dopiero na 18. pozycji. Nie trzeba było jednak długo czekać, aby dołączył do czołówki. Niemiec był bowiem najszybszym kolarzem ubiegłorocznych Mistrzostw Świata IRONMAN, rozgrywanych na Hawajach i w Gdyni po raz kolejny pokazał, że na rowerze mało kto może się z nim równać. Już po 20 kilometrach był w czołowej piątce, a na półmetku trasy rowerowej gonił już tylko lidera - Manuela Kuenga ze Szwajcarii. 

Wszyscy zawodnicy zgodnie podkreślali fantastyczną atmosferę i doping kibiców na trasie. Boris Stein zwrócił jeszcze uwagę na dodatkowe utrudnienie, które czeka na zawodników startujących w Enea IRONMAN 70.3 Gdynia powered by Herbalife: 

- Nowa trasa rowerowa i doping kibiców podczas biegania są fantastyczne. Jednak biegnąc przy plaży czy bulwarem nadmorskim, mijając kolejne restauracje i bary, ciężko się oprzeć tym zapachom i przez chwilę naprawdę miałem ochotę zatrzymać się i zjeść coś dobrego - śmiał się podczas konferencji reprezentant Niemiec. 

Redaktor naczelna SHAPE Edyta Litwiniuk, razem ze swoim mężem Wojtkiem, również ukończyli ten niesamowity bieg. Sprinterski finish Edyty i Wojtka na pewno przejdzie do historii. To już ich drugi wspólny Ironman 70.3 w Gdyni! 

 

- Dobry wieczór Kochani! Już po starcie. Udało się ukończyć. Trwało to wszystko niemiłosiernie długo. Dzisiejszy start dedykuję mojemu ukochanemu Mężowi Wojtek Litwiniuk, gdyby nie On, niestety na metę bym nie dotarła. Pływanie wyszło jak na aktualną formę nieźle. Zadowolona wyszłam z wody, mierząc się jedynie w strefie zmian z zawrotami głowy. Było mi też trochę niedobrze przez to bujanie na morzu. Szybko mi przeszło, bo zajęłam się innymi rzeczami na rowerze. No właśnie rower. Po 1 kilometrze wypadł mi przez przednie koło bidon, który miałam zamontowany w kierownicy. O mały włos przelecialabym przez nią wystrzelona jak z katapulty. Niestety walczyłam z nim 3 krotnie wpinając się i wypinając z tych butów, aż w końcu po wypadnięciu słomki wyrzuciłam go na pobocze - tak komentuje na Facebooku swój start naczelna SHAPE. 

 

- Pierwszych 15 km było pod górę. Generalnie cała trasa bardzo ciężka, okropny wiatr i odczuwałam brak długich wyjeżdżeń. Niestety na 40 km pękła mi w tylnym kole opona. Akurat było to na zjeździe... No właśnie całą trasę jechałam z moim Wojtusiem, ale na zjazdach on bawił się wyśmienicie, a ja matka-polka na hamulcach. Na tym nieszczęsnym zjeździe pękła mi guma. Wojtuś tego nie widział, ale na szczęście po chwili zorientował się, że stracił mnie z oczu. A ja sama w lesie, 50 km od mety przycupnęłam cichutko czekając, aż mój rycerz mnie wyzwoli. Zwracam mu przy okazji honor. Namawiał mnie kiedyś bym się nauczyła jak zmienić oponę, ale przecież po co mi to... Czekając na W. umierałam z zimna i lęku, po czym nadjechał mój kochany i zaczął zmieniać mi oponę. Udało się - dodaje.

 

- Niestety w tamtym czasie odechciało mi się wszystkiego. Musiałam zaczynać od początku. No nic, postanowiłam się nie poddać, skoro Wojtuś tak się dla mnie poświęcił. Udało się nam dojechać w limicie do strefy zmian i zacząć półmaraton. Podczas biegu, oprócz braku chęci do kontynuowania wysiłku, nic się nie działo. Po 15 km dopiero odezwało się moje kolano, czyli pasmo biodrowo-piszczelowe. Całe szczęście udało się nam ukończyć tę rzeź. Było bardzo ciężko. Dziękuję, że było mi dane stanąć na starcie i przy pomocy mojego Ukochańca skończyć ten wyścig. To była ogromna walka z samą sobą. Dużo z tej lekcji wyniosłam. Cieszę się, że mogłam aż tyle z niej wynieść. I dziękuję za mojego Wojtusia to prawdziwe szczęście mieć Cię u swojego boku. Prawdziwy Przyjaciel - komentuje Edyta.

 

 

Zawodników na trasie dodatkowo napędzała firma Herbalife, która przygotowała prawie 8000 litrów napoju hipotonicznego CR7 DRIVE oraz 6000 sztuk batonów proteinowych -  wszystko, aby pomóc utrzymać odpowiedni poziom energii oraz nawodnienia organizmu. 

Gratulujemy jej, jak i wszystkim finisherom. Jesteście niesamowici!


PODOBNE

Odniosłaś sukces
w pracy nad sylwetką? Podziel się nim z innymi! Przyślij nam swoją historię